Interview - Sandra Bunger - Waldemar Herdt
Powrót do przeglądu

2026 – czego świat potrzebuje teraz…

Wywiad przeprowadzony przez Sandrę Bünger, dziennikarkę i wiceprezes WAVe, z prezesem Waldemarem Herdtem.

  1. Szanowny Panie Prezesie, w czasach wojen, rosnącej niepewności, podziałów społecznych, presji gospodarczej i trudnego do ogarnięcia strumienia informacji: co Pana zdaniem najbardziej brakuje ludziom? I dlaczego wiele odpowiedzi politycznych, medialnych lub technicznych nie jest wystarczających właśnie w tym zakresie? Ludziom
    brakuje przede wszystkim wewnętrznej orientacji. Nie informacji – tych mamy zbyt wiele – ale orientacji: kim jestem? Za co ponoszę odpowiedzialność? Co daje mi oparcie, gdy zewnętrzne systemy się chwieją?
    Wiele odpowiedzi naszych czasów pozostaje powierzchownych. Polityka próbuje zarządzać, media wyjaśniać, technologia optymalizować. Jednak prawdziwa próżnia ma charakter duchowy. Kiedy człowiek nie ma już wewnętrznego kompasu, każde zewnętrzne rozwiązanie staje się kruche. Powstaje wtedy strach, agresja lub wycofanie.
    Nauczyliśmy się naprawiać systemy, ale zapomnieliśmy wzmacniać ludzi. Właśnie tam leży luka – i nie da się jej wypełnić algorytmami ani rozporządzeniami.
  2. W dzisiejszych czasach pokój często postrzegany jest jako cel polityczny lub osiągnięcie dyplomatyczne. Wy jednak mówicie o pokoju głębszym. Czym różni się prawdziwy pokój od zwykłego braku wojny – i dlaczego tak wiele procesów pokojowych kończy się niepowodzeniem właśnie w tym punkcie?
    Prawdziwy pokój nie zaczyna się przy stole negocjacyjnym, ale w samym człowieku. Zwykły brak wojny to stan, a nie pokój. Pokój powstaje tam, gdzie człowiek nie toczy już wewnętrznej walki – z innymi, z systemami, z samym sobą.
    Wiele procesów pokojowych kończy się niepowodzeniem, ponieważ zajmują się one symptomami, a nie przyczynami. Umowy regulują interesy, ale nie leczą zranionych tożsamości, historycznego bólu, strachu przed innymi.
    Bez prawdy, bez uznania winy, bez gotowości do wewnętrznej przemiany pokój pozostaje kruchą konstrukcją. Stabilny pokój wymaga moralnej substancji – w przeciwnym razie jest tylko przerwą między konfliktami.
  3. Termin „porozumienie między narodami” jest często używany, ale jednocześnie wydaje się pusty lub rytualny. Co Państwa zdaniem jest potrzebne, aby porozumienie między kulturami i narodami nie kończyło się na konferencjach, ale znalazło odzwierciedlenie w myśleniu, działaniu i odczuciach ludzi?
    Porozumienie między narodami zawodzi tam, gdzie jest traktowane wyłącznie jako kwestia organizacyjna. Prawdziwe porozumienie nie zaczyna się od elit politycznych, ale od uznania godności innych – niezależnie od pochodzenia, historii czy światopoglądu.
    Potrzebne jest szczere zainteresowanie, a nie strategiczna ciekawość. Słuchanie bez natychmiastowej oceny. I odwaga, by zaakceptować różnice, zamiast je niwelować.
    Z regionu Europy Wschodniej wiemy, że nieufność nie znika dzięki słowom, ale dzięki niezawodnym działaniom podejmowanym przez dłuższy czas. Porozumienie rozwija się powoli, ale jest możliwe, jeśli opiera się na prawdzie i szacunku, a nie na ideologii.
  4. Tradycyjne wartości są dziś często podejrzane o hamowanie postępu. Jednocześnie doświadczamy braku orientacji i podziałów społecznych. Jaką rolę naprawdę odgrywają tradycyjne wartości – hamują postęp czy stanowią fundament zdrowej przyszłości?
    Tradycyjne wartości nie są przeciwieństwem postępu, ale jego warunkiem. Bez wartości nie ma kierunku, jest tylko ruch. Postęp bez fundamentów staje się celem samym w sobie – szybkim, ale pozbawionym orientacji.
    Wartości takie jak odpowiedzialność, rodzina, lojalność, umiar i szacunek podtrzymywały pokolenia, ponieważ dają one ludziom stabilność. Nie chronią one przed zmianami, ale przed dowolnością.
    Społeczeństwa nie rozpadają się dlatego, że mają zbyt wiele wartości, ale dlatego, że nie mają już wspólnych wartości. Tradycyjne wartości nie są krokiem wstecz – są kotwicą w burzliwych czasach.
  5. Wolność słowa jest jednym z najważniejszych haseł naszych czasów, a jednocześnie jednym z najbardziej kontrowersyjnych. Gdzie kończy się prawdziwa wolność słowa, a gdzie zaczyna manipulacja, sterowanie strachem lub presja moralna? Jakie są długoterminowe skutki takich zjawisk dla społeczeństwa?
    Wolność słowa kończy się tam, gdzie zaczyna się strach. Nie tam, gdzie ktoś się sprzeciwia, ale tam, gdzie ludzie milczą, ponieważ boją się konsekwencji.
    Manipulacja powstaje nie tylko poprzez kłamstwa, ale także poprzez jednostronne narracje, moralne etykietowanie i presję społeczną. Jeśli odstępstwa są sankcjonowane, wolność jest już naruszona – nawet bez formalnej cenzury.
    W dłuższej perspektywie niszczy to zaufanie. Ludzie wycofują się wewnętrznie, mówią tylko w bezpiecznej przestrzeni lub w ogóle przestają mówić. Społeczeństwo, które boi się swobodnego myślenia, traci swoją duchową istotę.
  6. W dyskursie publicznym wiara jest często przedstawiana jako sprawa prywatna lub jako czynnik dzielący. Wy reprezentujecie inne podejście. Jaką siłę ma według was wiara – nie jako dogmat, ale jako element łączący społeczność, odpowiedzialność i człowieczeństwo?
    Wiara nie jest ideologią, ale wewnętrzną postawą. Przypomina człowiekowi, że nie jest on miarą wszystkich rzeczy – i właśnie w tym tkwi jej wyzwalająca siła.
    Wiara łączy, ponieważ uczy pokory. Odpowiedzialność przed Bogiem prowadzi do odpowiedzialności wobec bliźnich. Tam, gdzie wiara jest autentycznie przeżywana, wspólnota powstaje nie z przymusu, ale z empatii i poczucia obowiązku.
    W wielu kulturach wiara jest mniej teorią, a bardziej praktyką życiową. Daje oparcie w kryzysach i orientację w czasach, gdy zewnętrzne zabezpieczenia ulegają zniszczeniu.
  7. Jeśli połączymy wszystkie te tematy – pokój, wartości, wolność, wiara, wspólnota – pozostaje nam jedno słowo, które często wywołuje uśmiech: miłość. Jakie znaczenie ma miłość z Państwa punktu widzenia w polityce światowej, która wydaje się być kształtowana przede wszystkim przez interesy, władzę i strach? I czy miłość jest może bardziej realistyczna, niż wielu sądzi?
    Miłość nie jest uczuciem, ale postawą. Oznacza ona przyjęcie odpowiedzialności – nawet tam, gdzie jest to niewygodne. W tym sensie miłość jest wysoce polityczna, ponieważ zaprzecza zasadzie strachu.
    Polityka bez miłości staje się zimna, cyniczna i krótkowzroczna. Miłość natomiast nie szuka szybkiej korzyści, ale tego, co jest słuszne w dłuższej perspektywie. Widzi człowieka, a nie tylko interes.
    Być może miłość jest wyśmiewana właśnie dlatego, że wymaga odwagi. Jednak bez miłości nie ma pojednania, wspólnoty, a ostatecznie także pokoju. W rzeczywistości miłość nie jest naiwnością – jest najbardziej realistyczną siłą, jaką posiadamy. Moim zdaniem Biblia opisuje miłość bardzo szczegółowo i zrozumiale.
    1 List do Koryntian 13,4–8:
    „Miłość jest cierpliwa i łaskawa. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą. Nie postępuje nieprzyzwoicie, nie szuka swego, nie rozgniewa się, nie pamięta złego. Nie cieszy się z niesprawiedliwości, ale cieszy się z prawdy. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystko ma nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje”.

Pierwszy List do Koryntian 13,4–8.
„Miłość jest cierpliwa i łaskawa. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą. Nie postępuje nieprzyzwoicie, nie szuka swego, nie rozgniewa się, nie pamięta złego. Nie cieszy się z niesprawiedliwości, ale cieszy się z prawdy. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystko ma nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje”.